Z cyklu: przemyślenia (nie tylko) sobotnie.
Dobrze jest sobie dobrze poćwiczyć. Mata do jogi sprzed 3 lat niespodziewanie odnalazła sens życia, podobnie jak ciężarki. Wyszukałam na yt Mel B i cisnę sobie często, nie bez przyjemności i satysfakcji.
Chcę sobie wzmocnić ciało, bo szczupła się zrobiłam okropnie. Może to tarczyca, może te antydepresanty, a może cokolwiek innego, w każdym razie naprawdę polubiłam swoją sylwetkę i swoje ciało. Jest ładne i proporcjonalne. Hmm. Jak widać, skromnością też przestałam grzeszyć.
To chyba dobrze.
sobota, 14 grudnia 2013
niedziela, 8 grudnia 2013
Śni mi się tak ciekawie
Kurczę. Ze wstydem informuję, że straciłam wenę.
Zrobiło się dramatycznie.
Er.
No, nie piszę, nie tworzę, nie produkuję (się). Wierzę, że tymczasowo, że to ze względu na b. aktywną jesień. Pora już coś z tym zrobić, M.
W każdym razie... przypomniałam sobie o GN, czyli MG (soon, hopefully). Sporo się działo, a mój wirtualny ekshibicjonizm chyba zapadł w drzemkę sezonową. Ważny komunikat: nadaję z nowego komputera, który bardzo dobrze się sprawuje (choć ostateczny* wybór różni się od początkowego). Oraz, wyznaję to z zażenowaniem, aktualnie katuję się końcówką "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" (2003r. ekhem).
B. w Kazimieeeerzu Doooolnym na prawniczej integracji, a u mnie b. przyjemny wieczór, filmowo-zielony. Na urodziny R. nie poszłam, bo bywam, jak wiadomo, lamą, i tak bardzo mi z tym dobrze.
Uczelnia - wreszcie wszystko w porządku. W tym tygodniu załatwiam sobie praktyki u Starowicza, zajęć za bardzo nie olewam, dobrze jest.
Towarzysko również świetnie. Wszędzie. Z każdym. Aż trochę sama jestem zdziwiona. Naprawdę zaczynam wierzyć w zbawczą moc farmakologii, aaa. I wizyty wciąż wiele dają.
I sny się świetne śnią.
Bo tu, po tej stronie rzęs
cudowny bezsens sprawia,
że bezlitosny sens
moich spraw sensu nie pozbawia (...)
Prawda jest taka, że dobrze jest.
*słowo-klucz (4x!)
Zrobiło się dramatycznie.
Er.
No, nie piszę, nie tworzę, nie produkuję (się). Wierzę, że tymczasowo, że to ze względu na b. aktywną jesień. Pora już coś z tym zrobić, M.
W każdym razie... przypomniałam sobie o GN, czyli MG (soon, hopefully). Sporo się działo, a mój wirtualny ekshibicjonizm chyba zapadł w drzemkę sezonową. Ważny komunikat: nadaję z nowego komputera, który bardzo dobrze się sprawuje (choć ostateczny* wybór różni się od początkowego). Oraz, wyznaję to z zażenowaniem, aktualnie katuję się końcówką "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" (2003r. ekhem).
B. w Kazimieeeerzu Doooolnym na prawniczej integracji, a u mnie b. przyjemny wieczór, filmowo-zielony. Na urodziny R. nie poszłam, bo bywam, jak wiadomo, lamą, i tak bardzo mi z tym dobrze.
Uczelnia - wreszcie wszystko w porządku. W tym tygodniu załatwiam sobie praktyki u Starowicza, zajęć za bardzo nie olewam, dobrze jest.
Towarzysko również świetnie. Wszędzie. Z każdym. Aż trochę sama jestem zdziwiona. Naprawdę zaczynam wierzyć w zbawczą moc farmakologii, aaa. I wizyty wciąż wiele dają.
I sny się świetne śnią.
Bo tu, po tej stronie rzęs
cudowny bezsens sprawia,
że bezlitosny sens
moich spraw sensu nie pozbawia (...)
Prawda jest taka, że dobrze jest.
*słowo-klucz (4x!)
poniedziałek, 18 listopada 2013
Jesień
Poszłam dziś na Pole Mokotowskie poczytać "Damę kameliową". Ale wicher! Boże,
taka późna, bura jesień ma w sobie mnóstwo ponurego uroku. Jesienna dziewczyna.
Wspaniałe miałam urodziny w tym roku. Cudowny, kochany B. zorganizował imprezę-niespodziankę (w środku tygodnia!; było świetnie), dostałam piękne prezenty i przez cały dzień napływały do mnie życzenia, które niosły ze sobą taką falę pozytywnych fluidów, że do dziś jestem nią rozgrzana. To się przydaje, temperatury coraz niższe. Ajj, the winter is coming.
http://www.youtube.com/watch?v=inWkW2zzqXk
Wspaniałe miałam urodziny w tym roku. Cudowny, kochany B. zorganizował imprezę-niespodziankę (w środku tygodnia!; było świetnie), dostałam piękne prezenty i przez cały dzień napływały do mnie życzenia, które niosły ze sobą taką falę pozytywnych fluidów, że do dziś jestem nią rozgrzana. To się przydaje, temperatury coraz niższe. Ajj, the winter is coming.
http://www.youtube.com/watch?v=inWkW2zzqXk
środa, 6 listopada 2013
Szaruga
Zdecydowanie muszę sobie zrobić nowy adres mailowy.
Działka u Tosi to był strzał w dziesiątkę. Równie dobrze mogłam tam pojechać sama, obecność B. była nie tylko zbędna, ale też niezauważona. Kiedyś byłabym wkurzona za to ignorowanie, dziś czuję jedynie gorycz. Z jednej strony tak wiele się zmieniło, z drugiej - no cóż.
Stan libido bez zmian. Stan niezaspokojenia - za wysoki. Ciekawe, kiedy przestanie mi się chcieć starać. To chyba będzie oznaczało kapitulację.
Działka u Tosi to był strzał w dziesiątkę. Równie dobrze mogłam tam pojechać sama, obecność B. była nie tylko zbędna, ale też niezauważona. Kiedyś byłabym wkurzona za to ignorowanie, dziś czuję jedynie gorycz. Z jednej strony tak wiele się zmieniło, z drugiej - no cóż.
Stan libido bez zmian. Stan niezaspokojenia - za wysoki. Ciekawe, kiedy przestanie mi się chcieć starać. To chyba będzie oznaczało kapitulację.
piątek, 4 października 2013
(c) h
Chuć, panie, chuć!
Dużo ostatnio palę, i przychodzi mi mnóstwo świetnych koncepcji do głowy, ale ich idiotka nie zapisuję, więc oczywiście większość trafia do Procesora Niebytu. Muszę coś z tym zrobić, koniecznie.
H jak... horny?
Dużo ostatnio palę, i przychodzi mi mnóstwo świetnych koncepcji do głowy, ale ich idiotka nie zapisuję, więc oczywiście większość trafia do Procesora Niebytu. Muszę coś z tym zrobić, koniecznie.
H jak... horny?
niedziela, 29 września 2013
Tak jest?
W tv sieczka.
Zofia zapolowała na Skarpetę (notabene tę od rodziców B.) i przywlokła ją pod moje nogi, z dumą prezentując swoje możliwości wokalne w trakcie self-fanfarów. Zwycięstwo, Zosiu, zwycięstwo. Tak jest.
Leży na kołdrze i się puszy. Mój kochany Futerał Na Kota.
(tak jest!)
Tak jest, że jakby jutro mam egzamin. Dokładnie za... oborze, za 24 godziny.
E.
Yy. No tak, mogłabym się jeszcze trochę pouczyć.
Eeeeee.
Zofia zapolowała na Skarpetę (notabene tę od rodziców B.) i przywlokła ją pod moje nogi, z dumą prezentując swoje możliwości wokalne w trakcie self-fanfarów. Zwycięstwo, Zosiu, zwycięstwo. Tak jest.
Leży na kołdrze i się puszy. Mój kochany Futerał Na Kota.
(tak jest!)
Tak jest, że jakby jutro mam egzamin. Dokładnie za... oborze, za 24 godziny.
E.
Yy. No tak, mogłabym się jeszcze trochę pouczyć.
Eeeeee.
sobota, 28 września 2013
Feel the Fil
Sądny Dzień nie taki sądny.
W przeciwieństwie do Pojutrza.
Wczoraj zaliczyłam 2 z 3 egzaminów, ale ten najgorszy czeka na mnie w poniedziałek. Historia filozofii obejmuje tak ogromny zakres materiału, że chce mi się płakać. Marnie to widzę, naprawdę. Wczoraj byłam ambitna, dziś - smutna.
W przeciwieństwie do Pojutrza.
Wczoraj zaliczyłam 2 z 3 egzaminów, ale ten najgorszy czeka na mnie w poniedziałek. Historia filozofii obejmuje tak ogromny zakres materiału, że chce mi się płakać. Marnie to widzę, naprawdę. Wczoraj byłam ambitna, dziś - smutna.
środa, 18 września 2013
Sądny Dzień
Jutro. Ehe.
Boję się tak, że nie wiem.
Oczywiście, jeśli coś pójdzie nie tak (a pewnie pójdzie), to będzie tylko i wyłącznie moja wina, moja bardzo wielka wina. Za opieszałość się płaci. Ciekawe, jak wysoko będzie tym razem.
Poza tym leje od tygodnia. W weekend na grzyby, u mnie znów przymusowy zielony detoks (co się dzieje, że tak trudno to zdobyć, no co?!), schudłam przypadkowo na tyle, że mieszczę się w bordowe skórzane rurki (whoa!) i nie mogę się doczekać jakiegoś wyjścia, żeby się nimi pochwalić, komputer-emeryt z podniesioną głową żegna się z życiem, a ja znów myślę o gwoździu.
Jestem nudna jak flaki z olejem, a ludzie mnie nudzą. Kiedyś wkurzali. Póki co wytrwale słucham, ale nie wiem, jak długo wytrzymam to ciągłe ględzenie docierające zewsząd. Byłoby fajnie siedzieć sobie w kącie, palić papierosa za papierosem, wyglądać zabójczo i nie musieć się tłumaczyć 'czemu tak siedzę w samotności, zamiast się integrować'. Odpowiada mi rola cynicznej babci z cygaretką sarkającej w kącie pod nosem.
Ale z drugiej strony... gdyby wszyscy dali mi spokój, płakałabym, że nikogo nie obchodzę. Weź tu, kurde, dogódź Kotu.
Boję się tak, że nie wiem.
Oczywiście, jeśli coś pójdzie nie tak (a pewnie pójdzie), to będzie tylko i wyłącznie moja wina, moja bardzo wielka wina. Za opieszałość się płaci. Ciekawe, jak wysoko będzie tym razem.
Poza tym leje od tygodnia. W weekend na grzyby, u mnie znów przymusowy zielony detoks (co się dzieje, że tak trudno to zdobyć, no co?!), schudłam przypadkowo na tyle, że mieszczę się w bordowe skórzane rurki (whoa!) i nie mogę się doczekać jakiegoś wyjścia, żeby się nimi pochwalić, komputer-emeryt z podniesioną głową żegna się z życiem, a ja znów myślę o gwoździu.
Jestem nudna jak flaki z olejem, a ludzie mnie nudzą. Kiedyś wkurzali. Póki co wytrwale słucham, ale nie wiem, jak długo wytrzymam to ciągłe ględzenie docierające zewsząd. Byłoby fajnie siedzieć sobie w kącie, palić papierosa za papierosem, wyglądać zabójczo i nie musieć się tłumaczyć 'czemu tak siedzę w samotności, zamiast się integrować'. Odpowiada mi rola cynicznej babci z cygaretką sarkającej w kącie pod nosem.
Ale z drugiej strony... gdyby wszyscy dali mi spokój, płakałabym, że nikogo nie obchodzę. Weź tu, kurde, dogódź Kotu.
piątek, 30 sierpnia 2013
Won't you take me to?
Bolo nie chce zabrać mnie na działkę w weekend, bo nie załatwiłam spraw z uczelnią. System kar i nagród przed trzydziestką? Hmmm.
A La Vie Est Belle pachnie tak bajecznie, że siedzę i się wącham. I tak za każdym razem.
Edit: japierniczę, czy on musi być tak niewiarygodnie upierdliwy? To jest nie do zniesienia. Weź się, człowieku.
A La Vie Est Belle pachnie tak bajecznie, że siedzę i się wącham. I tak za każdym razem.
Edit: japierniczę, czy on musi być tak niewiarygodnie upierdliwy? To jest nie do zniesienia. Weź się, człowieku.
piątek, 23 sierpnia 2013
Lato (ech, te tytuły)
Minęły zalatane tygodnie i tylko wrodzone lenistwo niepozwalające mi zrobić rzeczy, które już należy zrobić przyszpiliło mnie do Bloggera, jako świetnego substytutu 'robienia czegoś'.
Sama już nie wiem, co chciałam przekazać za pomocą powyższego zdania; chyba próbowałam się pokrętnie wytłumaczyć, czemu tak długo mnie tu nie było. No zalatana byłam. Bardzo. Tak w skrócie.
Wakacje - świeeeeeeeeeeeeetne. Jako że wciąż trwają, nie mogę być stuprocentowo obiektywna przy wydawaniu tej oceny, ale co z tego, w końcu są WAKACJE - jedne z lepszych w moim życiu.
Zaliczone żagle (ohhhhh maaaaaan, to było COŚ), zaliczone Katowice i OFF (ohh maan, to też było Coś), zaliczone działkowanie na Mazurach (ohhh maaan, to jak zwykle było COŚ), i zaliczone morze i Hel (ohhhh man, to było COŚ). W międzyczasie dobry humor, jedzenie, seks, słońce i leki na głowę wspomagające pozytywny nastrój. Dobrze jest, dobrze było, co tu dużo mówić.
Trochę bełKOT. Czyli tak, jak ma być.
Sama już nie wiem, co chciałam przekazać za pomocą powyższego zdania; chyba próbowałam się pokrętnie wytłumaczyć, czemu tak długo mnie tu nie było. No zalatana byłam. Bardzo. Tak w skrócie.
Wakacje - świeeeeeeeeeeeeetne. Jako że wciąż trwają, nie mogę być stuprocentowo obiektywna przy wydawaniu tej oceny, ale co z tego, w końcu są WAKACJE - jedne z lepszych w moim życiu.
Zaliczone żagle (ohhhhh maaaaaan, to było COŚ), zaliczone Katowice i OFF (ohh maan, to też było Coś), zaliczone działkowanie na Mazurach (ohhh maaan, to jak zwykle było COŚ), i zaliczone morze i Hel (ohhhh man, to było COŚ). W międzyczasie dobry humor, jedzenie, seks, słońce i leki na głowę wspomagające pozytywny nastrój. Dobrze jest, dobrze było, co tu dużo mówić.
Trochę bełKOT. Czyli tak, jak ma być.
czwartek, 13 czerwca 2013
Chłoń
W nowym mieszkaniu tymczasowym.
Jest tu jasno. Są duże okna. Słońce świeci, ptaki śpiewają. Mieszkał tu kot (to, niestety, smrodliwa wada). Okna są duuże. Widać dachy i czubki drzew, widać kwiaty na gałązkach. Korci, żeby zawisnąć na parapecie i chłonąć.
Miło, miło, ale chyba troszeczkę tęsknię za moją mroczną jaskinią.
No bo weź tu się człowieku zdrzemnij.
Jest tu jasno. Są duże okna. Słońce świeci, ptaki śpiewają. Mieszkał tu kot (to, niestety, smrodliwa wada). Okna są duuże. Widać dachy i czubki drzew, widać kwiaty na gałązkach. Korci, żeby zawisnąć na parapecie i chłonąć.
Miło, miło, ale chyba troszeczkę tęsknię za moją mroczną jaskinią.
No bo weź tu się człowieku zdrzemnij.
piątek, 7 czerwca 2013
you just cannot stop stare
wooden wall behind her back
behind her perfectly curly hair
wooden wall which was shakenly black
you just cannot stop stare
you just cannot stop stare
she's standing there straight, seriously bored
seriously bored of what's happening there
she's standing straight like she's there to ignore
you just cannot stop stare
you just cannot stop stare
and hand on her right side, hand on our left side
hand on our left side is holding a flare
hand on her right sight might just tinting bride
you just cannot stop stare
you just cannot stop stare
so now who would guess who would bless the mess
who would bless the mess they wanted to share
now who would have guessed they just did caress?
you just cannot stop stare
you just cannot stop stare
giddy conlcusion, my perplexed friends
my perplexed friends, please do dare to dare
giddy conclusion that came to my head is: hot are commands!
you just cannot stop stare
you just cannot stop stare
wtorek, 21 maja 2013
Dylematy
O raany, w sobotę jest ślub Beaty i, jak babcię kocham, cholernie mi się nie chce partycypować w tym doniosłym i żenującym wydarzeniu. Zdania na temat ich związku, pana narzeczonego oraz niezrozumiałego dla mnie pośpiechu związanego z legalizacją kościelną ich pożycia nie zmieniłam, i nie wyobrażam sobie, że będę mogła szczerze się uśmiechać i udawać, że rozpiera mnie szczęście.
Poza tym, w sobotę ma się odbyć interesujący mnie koncert, i przysięgam, sto razy bardziej wolałabym iść tam, aniżeli na wesele.
Do dupy.
Poza tym, w sobotę ma się odbyć interesujący mnie koncert, i przysięgam, sto razy bardziej wolałabym iść tam, aniżeli na wesele.
Do dupy.
poniedziałek, 20 maja 2013
Warzywnie
Nie mam gdzie tego zapisać, więc wrzucam do wora blogowego.
Potrawka warzywna
- 1/2 puszki cieciorki
- opakowanie mrożonych warzyw (u mnie brokuł, kalafior, marchewka)
- puszka pomidorów krojonych
- 1/2 czerwonej cebuli
- olej/oliwa z oliwek
- odrobina sosu sojowego
- ulubione przyprawy (u mnie papryka słodka i curry)
Przepis jest banalnie prosty! Na oleju podsmażamy cebulę, dodajemy do
niej odsączoną z zalewy cieciorkę. W tym samym czasie gotujemy na parze
warzywa (lub ewentualnie wrzucamy je na parę minut do osolonego
wrzątku). Dodajemy na patelnię, podsmażamy chwilę i zalewamy całość
pomidorami z puszki. Doprawiamy do smaku sosem sojowym, curry i słodką
papryką. Można podawać z ryżem, kuskusem lub makaronem :-)
czwartek, 16 maja 2013
Dupa nr 1
Miałeś, człowieku, fatalny (ale tak naprawdę, naprawdę fatalny) dzień, i od ukochanej osoby, zamiast zrozumienia i podrapania po plecach, otrzymujesz focha.
I nagle dzień staje się jeszcze gorszy.
W dupie mam taką relację.
I nagle dzień staje się jeszcze gorszy.
W dupie mam taką relację.
wtorek, 14 maja 2013
Nico
Boli mnie pięta, boli mnie głowa, mam PMSa (ale jestem grzeczna) i nie kupiłam tamponów. Stan pięty uniemożliwia wyruszenie do drogerii. No i co ja biedna mam zrobić, no co? Lekarz dopiero jutro.
Ple ple ple.
Z ciekawości sprawdziłam sobie taką głupiutką rzecz jak biorytm, i co mi wyszło?
Fizyczny: -89%
Emocjonalny: -90%
Intelektualny: 95% (ha)
Nie, żeby to miało jakieś większe znaczenie, ale dziś się zgadza. Idąc za ciosem powinnam sprawdzić jeszcze horoskop, a co. Partnerski od razu. I, eee, sennik (a dziś we śnie zamordowałam widłami Azjatę na Mazurach). Tak. E. Może później. Może wcale.
Ple ple ple.
Z ciekawości sprawdziłam sobie taką głupiutką rzecz jak biorytm, i co mi wyszło?
Fizyczny: -89%
Emocjonalny: -90%
Intelektualny: 95% (ha)
Nie, żeby to miało jakieś większe znaczenie, ale dziś się zgadza. Idąc za ciosem powinnam sprawdzić jeszcze horoskop, a co. Partnerski od razu. I, eee, sennik (a dziś we śnie zamordowałam widłami Azjatę na Mazurach). Tak. E. Może później. Może wcale.
piątek, 3 maja 2013
Shimmy Szuja
Z góry uspokajam, że poniższy tekst do mojej sytuacji życiowej nie nawiązuje, lecz jest jedynie tekstem, dzięki któremu ta notka może zyskać na jakości.
Szuja!
Naomamiał, natruł i nabujał!
Szuja!
A wierzyłam przecież mu jak nikt!
Szuja!
Dziecku kazał mówić: 'Proszę wuja'!
Alleluja
Wesołego zrobił mi i znikł.
Szuja!
Obrzydliwa larwa i szczeżuja!
Szuja!
Do najtępszych pierwotniaków rym!
Szuja!
Obojętny kamień i statuja!
Fałsz i ruja
ewidentnie powodują nim.
Gdy życie zdarło z faceta już maskę -
gdy mu fasada
rozpada
się z trzaskiem -
gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy
pysk zły i obrzydliwy
i pryśnie cały blef -
o, wtedy chociaż się pragniesz powściągać -
nie nasobaczyć i nie naurągać -
choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać -
to same usta
wykrzykną tobie wbrew:
Szuja!
Pióra by pożyczyć od Anouilha -
szuja! -
By opisać co to jest za typ!
Szuja! -
kawał matrymonialnego zbója -
z pieszczot dwója.
Nieudana galareta z ryb!
Szuja!
Najpiękniejszy kęs mi życia ujadł -
Szuja!
toczył ze mnie hektolitry łez!
Szuja!
Cóż takiego uczyniłam mu ja,
żem jak tuja
poderżnięta przezeń dzisiaj jest?
Mówię ci -
poderżniętam jest!
Szuja!
Naomamiał, natruł i nabujał!
Szuja!
A wierzyłam przecież mu jak nikt!
Szuja!
Dziecku kazał mówić: 'Proszę wuja'!
Alleluja
Wesołego zrobił mi i znikł.
Szuja!
Obrzydliwa larwa i szczeżuja!
Szuja!
Do najtępszych pierwotniaków rym!
Szuja!
Obojętny kamień i statuja!
Fałsz i ruja
ewidentnie powodują nim.
Gdy życie zdarło z faceta już maskę -
gdy mu fasada
rozpada
się z trzaskiem -
gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy
pysk zły i obrzydliwy
i pryśnie cały blef -
o, wtedy chociaż się pragniesz powściągać -
nie nasobaczyć i nie naurągać -
choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać -
to same usta
wykrzykną tobie wbrew:
Szuja!
Pióra by pożyczyć od Anouilha -
szuja! -
By opisać co to jest za typ!
Szuja! -
kawał matrymonialnego zbója -
z pieszczot dwója.
Nieudana galareta z ryb!
Szuja!
Najpiękniejszy kęs mi życia ujadł -
Szuja!
toczył ze mnie hektolitry łez!
Szuja!
Cóż takiego uczyniłam mu ja,
żem jak tuja
poderżnięta przezeń dzisiaj jest?
Mówię ci -
poderżniętam jest!
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Up, up, up
Dalszego ciągu tu nie będzie, nie chce mi się.
Z plusów należy odnotować fakt, że coraz częściej i z coraz większą łatwością przychodzi mi olewanie osób, które powinnam olewać.
Pierwsza w nocy, po raz tysięczny oglądam 'Grindhouse: Death Proof', paznokcie pachną kremem do skórek, skóra Nim, włosy słońcem i odżywką, a powietrze deszczem.
Deszcz nie pada. Łzy nie lecą.
Pozytywne myślenie i brak poczucia winy jeszcze nie, ale na pewno jest już lepiej. Miłe uczucie.
Same pozytywne uczucia w eterze, no, no, no. Kto by pomyślał. Dobrze mi. Ha-ha.
Z plusów należy odnotować fakt, że coraz częściej i z coraz większą łatwością przychodzi mi olewanie osób, które powinnam olewać.
Pierwsza w nocy, po raz tysięczny oglądam 'Grindhouse: Death Proof', paznokcie pachną kremem do skórek, skóra Nim, włosy słońcem i odżywką, a powietrze deszczem.
Deszcz nie pada. Łzy nie lecą.
Pozytywne myślenie i brak poczucia winy jeszcze nie, ale na pewno jest już lepiej. Miłe uczucie.
Same pozytywne uczucia w eterze, no, no, no. Kto by pomyślał. Dobrze mi. Ha-ha.
niedziela, 24 marca 2013
To all tomorrow's parties
How would you describe your lyrical evolution this time around? Were you encouraged to experiment more?
I wish I could remember [Laughs]. All of this stuff seemed to happen so fast. I think it’s a natural progression. We did one record, and we never expected to do that record. We never expected to write all of those songs in such a short space of time, suddenly be a band, tour and for all of it to be so real. It was an extremely strange situation where none of us had any time to do this band and, all of a sudden, that was all that we were doing. It’s fantastic, and nobody wants to stop! The second record felt like it came as naturally as the first. The boys are playing music. We’re in a room together, and everything’s moving at such a fast speed. They’re coming up with parts, and a song develops. I’m standing there in front of a mic and I’ve got to catch up or keep up. The words just come from that. I’m inspired by the music. The music’s heavier so maybe the words are too. I’ve written everything by looking around the room at the three of them—kind of being blown away and trying to do their music justice.
PS. Moje pisanie jest najlepsze, gdy niewiele myślę.
I wish I could remember [Laughs]. All of this stuff seemed to happen so fast. I think it’s a natural progression. We did one record, and we never expected to do that record. We never expected to write all of those songs in such a short space of time, suddenly be a band, tour and for all of it to be so real. It was an extremely strange situation where none of us had any time to do this band and, all of a sudden, that was all that we were doing. It’s fantastic, and nobody wants to stop! The second record felt like it came as naturally as the first. The boys are playing music. We’re in a room together, and everything’s moving at such a fast speed. They’re coming up with parts, and a song develops. I’m standing there in front of a mic and I’ve got to catch up or keep up. The words just come from that. I’m inspired by the music. The music’s heavier so maybe the words are too. I’ve written everything by looking around the room at the three of them—kind of being blown away and trying to do their music justice.
PS. Moje pisanie jest najlepsze, gdy niewiele myślę.
czwartek, 28 lutego 2013
M
Marzec za pasem, a ja od miesiąca nic nie napisałam.
To tylko potwierdza moją teorię, że się ostatnio nieźle rozleniwiłam. Nie piszę, nie gram, nic nie robię. Niech już się ta zima skończy. Marazm, marazm!
To tylko potwierdza moją teorię, że się ostatnio nieźle rozleniwiłam. Nie piszę, nie gram, nic nie robię. Niech już się ta zima skończy. Marazm, marazm!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Chcieć chcieć
I co? Dostałam swoje papryczki, zjadłam kilka, a reszta leży w lodówce od kilku dni i coraz gorzej się prezentuje. Silly me. Jak już się dowiem, czego tak naprawdę chcę, to będzie historyczny dzień.
środa, 23 stycznia 2013
(P)jeść.
Dopadła mnie choroba, która skradała się jak lis od kilku dni i zaczęła od niewinnego (na początku!) ataku na gardło. Skubana.
Fatalnie się dziś czuję. Nie ruszam się z domu, nie ma mowy. Zjadłabym papryczkę nadziewaną fetą, o boże, jak bardzo bym zjadła. Póki co podgryzam selera. 'Bliski zamiennik'.
Dawać papryczki!
Straszny głodomór się ze mnie zrobił.
Fatalnie się dziś czuję. Nie ruszam się z domu, nie ma mowy. Zjadłabym papryczkę nadziewaną fetą, o boże, jak bardzo bym zjadła. Póki co podgryzam selera. 'Bliski zamiennik'.
Dawać papryczki!
Straszny głodomór się ze mnie zrobił.
niedziela, 13 stycznia 2013
czwartek, 10 stycznia 2013
W głowie
Święta minęły stanowczo zbyt szybko.
Wczoraj śnił mi się lektor już-nie-gej, dziś trochę wakacji na południu, namiot i potencjalna ulewa, potem jakieś zbiorowisko w starej szkole, nauczyciele, zakurzone książki i zeszyty, łezka w oku, a potem sprzątanie pod okiem strasznej matki mojego byłego.
Zabrałam się za odkurzacz, który bardzo nie chciał współpracować, aż nagle okazało się, że sprzątam stare mieszkanie dziadków (ze strony mamy; nie wyglądało). Pomagał mi brat i mama, a gdy skończyliśmy, pomieszczenie okazało się być pełne uroku (plus zagadkowa śmiertelna atmosfera). Dorwałam się do szafy babci, gdzie znalazłam tyle pięknych codziennych sukienek, że aż zakręciło mi się w głowie. Wyjmowałam kolejne wieszaki i pakowałam je wraz z kieckami do walizki. Nie wiem, skąd mój umysł wziął te wszystkie projekty, ale były POWALAJĄCE.
Potem wszystko się zmieniło, znalazłam się na jakiejś posiadówie, na której było pełno młodych czarnoskórych Amerykanów, dziwnie się czułam, była też przyjaciółka B., i nagle B. do mnie podchodzi i mówi, że tak właściwie to jest z nią w związku i że wszystko im się wspaniale układa oprócz jednej rzeczy. I uśmiecha się do mnie.
Odwracam się na pięcie, zakładam buty i wychodzę. Koniec.
Wczoraj śnił mi się lektor już-nie-gej, dziś trochę wakacji na południu, namiot i potencjalna ulewa, potem jakieś zbiorowisko w starej szkole, nauczyciele, zakurzone książki i zeszyty, łezka w oku, a potem sprzątanie pod okiem strasznej matki mojego byłego.
Zabrałam się za odkurzacz, który bardzo nie chciał współpracować, aż nagle okazało się, że sprzątam stare mieszkanie dziadków (ze strony mamy; nie wyglądało). Pomagał mi brat i mama, a gdy skończyliśmy, pomieszczenie okazało się być pełne uroku (plus zagadkowa śmiertelna atmosfera). Dorwałam się do szafy babci, gdzie znalazłam tyle pięknych codziennych sukienek, że aż zakręciło mi się w głowie. Wyjmowałam kolejne wieszaki i pakowałam je wraz z kieckami do walizki. Nie wiem, skąd mój umysł wziął te wszystkie projekty, ale były POWALAJĄCE.
Potem wszystko się zmieniło, znalazłam się na jakiejś posiadówie, na której było pełno młodych czarnoskórych Amerykanów, dziwnie się czułam, była też przyjaciółka B., i nagle B. do mnie podchodzi i mówi, że tak właściwie to jest z nią w związku i że wszystko im się wspaniale układa oprócz jednej rzeczy. I uśmiecha się do mnie.
Odwracam się na pięcie, zakładam buty i wychodzę. Koniec.
Subskrybuj:
Posty (Atom)