W tv sieczka.
Zofia zapolowała na Skarpetę (notabene tę od rodziców B.) i przywlokła ją pod moje nogi, z dumą prezentując swoje możliwości wokalne w trakcie self-fanfarów. Zwycięstwo, Zosiu, zwycięstwo. Tak jest.
Leży na kołdrze i się puszy. Mój kochany Futerał Na Kota.
(tak jest!)
Tak jest, że jakby jutro mam egzamin. Dokładnie za... oborze, za 24 godziny.
E.
Yy. No tak, mogłabym się jeszcze trochę pouczyć.
Eeeeee.
niedziela, 29 września 2013
sobota, 28 września 2013
Feel the Fil
Sądny Dzień nie taki sądny.
W przeciwieństwie do Pojutrza.
Wczoraj zaliczyłam 2 z 3 egzaminów, ale ten najgorszy czeka na mnie w poniedziałek. Historia filozofii obejmuje tak ogromny zakres materiału, że chce mi się płakać. Marnie to widzę, naprawdę. Wczoraj byłam ambitna, dziś - smutna.
W przeciwieństwie do Pojutrza.
Wczoraj zaliczyłam 2 z 3 egzaminów, ale ten najgorszy czeka na mnie w poniedziałek. Historia filozofii obejmuje tak ogromny zakres materiału, że chce mi się płakać. Marnie to widzę, naprawdę. Wczoraj byłam ambitna, dziś - smutna.
środa, 18 września 2013
Sądny Dzień
Jutro. Ehe.
Boję się tak, że nie wiem.
Oczywiście, jeśli coś pójdzie nie tak (a pewnie pójdzie), to będzie tylko i wyłącznie moja wina, moja bardzo wielka wina. Za opieszałość się płaci. Ciekawe, jak wysoko będzie tym razem.
Poza tym leje od tygodnia. W weekend na grzyby, u mnie znów przymusowy zielony detoks (co się dzieje, że tak trudno to zdobyć, no co?!), schudłam przypadkowo na tyle, że mieszczę się w bordowe skórzane rurki (whoa!) i nie mogę się doczekać jakiegoś wyjścia, żeby się nimi pochwalić, komputer-emeryt z podniesioną głową żegna się z życiem, a ja znów myślę o gwoździu.
Jestem nudna jak flaki z olejem, a ludzie mnie nudzą. Kiedyś wkurzali. Póki co wytrwale słucham, ale nie wiem, jak długo wytrzymam to ciągłe ględzenie docierające zewsząd. Byłoby fajnie siedzieć sobie w kącie, palić papierosa za papierosem, wyglądać zabójczo i nie musieć się tłumaczyć 'czemu tak siedzę w samotności, zamiast się integrować'. Odpowiada mi rola cynicznej babci z cygaretką sarkającej w kącie pod nosem.
Ale z drugiej strony... gdyby wszyscy dali mi spokój, płakałabym, że nikogo nie obchodzę. Weź tu, kurde, dogódź Kotu.
Boję się tak, że nie wiem.
Oczywiście, jeśli coś pójdzie nie tak (a pewnie pójdzie), to będzie tylko i wyłącznie moja wina, moja bardzo wielka wina. Za opieszałość się płaci. Ciekawe, jak wysoko będzie tym razem.
Poza tym leje od tygodnia. W weekend na grzyby, u mnie znów przymusowy zielony detoks (co się dzieje, że tak trudno to zdobyć, no co?!), schudłam przypadkowo na tyle, że mieszczę się w bordowe skórzane rurki (whoa!) i nie mogę się doczekać jakiegoś wyjścia, żeby się nimi pochwalić, komputer-emeryt z podniesioną głową żegna się z życiem, a ja znów myślę o gwoździu.
Jestem nudna jak flaki z olejem, a ludzie mnie nudzą. Kiedyś wkurzali. Póki co wytrwale słucham, ale nie wiem, jak długo wytrzymam to ciągłe ględzenie docierające zewsząd. Byłoby fajnie siedzieć sobie w kącie, palić papierosa za papierosem, wyglądać zabójczo i nie musieć się tłumaczyć 'czemu tak siedzę w samotności, zamiast się integrować'. Odpowiada mi rola cynicznej babci z cygaretką sarkającej w kącie pod nosem.
Ale z drugiej strony... gdyby wszyscy dali mi spokój, płakałabym, że nikogo nie obchodzę. Weź tu, kurde, dogódź Kotu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)