Wystarczy parę godzin. I kac. I już. Tralalalalaaaaaalej.
Nie za bardzo wiem, co tu dopisać, żeby za dużo nie napisać.
Puściłam sobie Lanę del Rey, do cholery! I nawet nie jestem głodna.
Muzyka, którą wczoraj puszczał on z kolektywem była świetna, co tu dużo gadać (nope, Lany nie było).
Może samo przejdzie.
Jest parę takich ładnych słów i sformułowań, i odniesień i uniesień i nawet zawieszeń, a ja nic nie mogę. Po co w ogóle tu wlazłam? Wracam do Lany i bicia głową pompki. Albo pompką głowy. Już sama nie wiem. Już nic nie wiem.
Chaos, panie tego, chaos wszędzie!
Edit:
Już wiem! Ocali mnie jedynie spokój ducha. Hue, hue, hue.
+
chyba dołączę do frakcji "nie cierpię poniedziałków".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz