Drażni mnie to, jak jestem odbierana przez innych. Drażnię samą siebie, bo przecież to ode mnie zależy, jak mnie widzą. Drażnią mnie te moje 'uprzejme uśmiechy', od których już niedługo zaczną robić się zmarszczki. Drażni mnie ta grzeczność, ta ugodowość, to niezrozumiałe pragnienie niekrzywdzenia. I ten ciągły, niezmienny lęk przed odrzuceniem. Taaaa.
No więc co zrobić? Znaleźć złoty środek. Nazwać go. Wypracować sobie metodę i trzymać się jej tak długo, aż przyrośnie. Łatwe? Ehe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz